Voigtlander Nokton 75

Voigtlander Nokton Vintage Line 75 mm f/1.5 Aspherical VM - moja recenzja i zdjęcia przykładowe

Voigtlander Nokton Vintage Line 75 mm f/1.5 Aspherical VM – Słowem wstępu

Gdy zaproponowano mi przetestowanie nowego Voigtlandera Noktona 75 mm f/1.5 to sam nie wiedziałem co myśleć o tym obiektywie. Do tej pory raczej korzystałem ze standardowych ogniskowych. Nauczony jednak doświadczeniami z Noktonem 40 1.4 postanowiłem się nie nastawiać. Tak naprawdę każda ogniskowa jest dobra. Oczywiście nie do każdych zastosowań. O ile 40tka jest obiektywem bardziej uniwersalnym to 75mm od razu kojarzy się jako typowa portretówka. Mógłbym tak o niej myśleć gdyby nie to, że to voigtlander notkon. To nie są obiektywy typowe. Są wyjątkowe w każdym wymiarze. O kilku tych wymiarach chciałbym dziś opowiedzieć.

Wygląd, zdjęcia obiektywu i parametry

Obiektyw wygląda pięknie. Ekskluzywnie i dostojnie mógłbym rzec. Dodatkowo wersja srebrna, której miałem okazję używać wyróżnia się z daleka i przywodzi na myśl obiektywy z innej epoki. Vintage line w nazwie nie pojawiło się przypadkiem. Ten nokton od razu skojarzył mi się z Biotarem 75 1.5. Nie tylko ze względu na srebrny kolor, ale właśnie na identyczną ogniskową i identyczny maksymalny otwór przysłony.

Obiektyw jest mały (jak na ogniskową i swoją jasność), zgrabny, świetnie leży w dłoni po podłączeniu do bezlusterkowca sony. Posiada dokręcaną, charakterystyczną dla Noktonów osłonę przeciwsłoneczną, która poza funkcjonalnością dodaje smaku tej konstrukcji. Poniżej kilka parametrów technicznych Voigtlander Nokton Vintage Line 75 mm f/1.5 Aspherical VM zapożyczonych ze strony optyczne.pl :

Ogniskowa: 75 mm
Przysłona minimalna: f/1,5
Przysłona maksymalna: f/16
Konstrukcja: 7 elementów w 6 grupach
Kąt widzenia: 32,6
Liczba listków przysłony: 12
Minimalna odległość ostrzenia: 0,7 m
Wymiary (średnica x długość): 62,8 mm x 63,3 mm
Średnica filtra: 58 mm
Waga: 350 g

nokton 75 1.5 w wersji czarnej i srebrnej
Voigtlander Nokton Vintage Line 75 mm f/1.5. Obiektyw i osłona wersji czarnej i srebrnej.

 

Obiektyw na tyle zaintrygował mnie swoim wyglądem, że postawowiłem postawić go w roli modela. Poniżej możecie zobaczyć jak się w niej sprawdził. Kilka zdjęć obiektywu wykonanych przeze mnie:

 

Budowa i jakość wykonania

To jest voigtlander. Nie znajdziecie tu plastikowych trzeszczących elementów. Jakość wykonania obiektywów tej firmy stoi na najwyższym poziomie. Wszystko jest spasowane jak w szwajcarskim zegarku. Każdy element jest tam przemyślany i dopracowany. Dotykając obudowy czujemy zimno metalu i przyjemną matową fakturę. Podczas kręcenia pierścieniem ostrości wyczuwamy delikatny opór charakterystyczny dla w pełni manulanych konstrukcji. Ostrzenie tym noktonem to czysta przyjemność.

Przysłona składa się z 12 listków. Pierścień odpowiedzialny za jej zmienianie działa z wyraźnym klikiem i jest dużo węższy niż ten służący do łapania ostrości.

listki przysłony Voigtlander Nokton Vintage Line 75 mm f/1.5 Aspherical VM
12 listków przysłony daje piękne rozmycie w tle. Fot. leicarumors.com

 

Ogniskowa

75mm bardzo przypadło mi do gustu. Często miałem wrażenie, że 85mm to trochę za ciasno i ten nokton idealnie się sprawdził jako odrobinę szerwszy zastępca 85tki. Mimo tego, że jest odrobinę szerzej obiektyw uważam za typową portretówkę. Cały czas obserwujemy w tle miękkie rozmycia jednocześnie mając super ostry obraz nawet na najbardziej otwartym otworze przysłony.

Jakość obrazu

Podobnie jak w przypadku budowy i jakości, tutaj również nokton pokazuje swój pazur. Dzięki elementowi asferycznymu dostajemy super ostry obraz na maksymalnie otwartym obiektywie. Nie zauważyłem aberracji chromatycznych. Podcza pracy pod światło obiektyw nie traci mocno kontrastu. Zobaczcie przykładowe zdjęcia na przysłonie f 1.5. Nie spodziewajcie się jednak w tle zachowania jak nokton 40mm f1.4. To nie ten charakter bokeh, ale równie piękny:

Kolor

Czy obiektyw ma wpływ na kolor? Zakłądając tego noktona, już w wizjerze widzę od razu inaczej pokolorwaną zieleń. Obiektywy przystosowane do pracy w dzisiejszych czasach, z nowoczesnymi aparatami i kamerami dają fenomenalna jakośc koloru. Oczywiście nie wszystkie, ale ten nokton produkuje barwę nie wymagającą jakiejś specjalnej obróbki. Sesja z Izą i Mateuszem, podczas której testowałem 75tkę obrabiała się w mgnieniu oka.

Zdjęcie bez obróbki kolorystycznej. Naturalny kolor skóry i zielenie o idealnej barwie to zdecydowana zaleta tego voigtlandera.

 

Bokeh

Od kiedy założyłem noktona 40 1.4 na sony a7 zostałem oczarowany tym, co może dziać się na zdjęciu w tle . Bokehowe kulki to piękny obraz i do dziś uwielbiam łapać je w kadrze. W przypadku tła z recenzowanego voigtlandera jest dużo spokojniej. Rozmycia są subtelne i nie tak zwariowane jak w przypadku 40tki. Przy ogniskowej 75 milimetrów dużo łatwiej uchwycić rozmyte tło. Nie musimy znajdować się blisko obiektu fotografowanego żeby cieszyć się malarskimi kompozycjami.

bokeh z noktona 75 1.5

Ostrzenie manualne i na techarcie

O adapterze techart pro pisałem już wcześniej. Nadal używam i nadal bardzo go lubię. Był ze mną i podczas sesji na której testowałem Voigtlandera Noktona 75 mm 1.5. Obiektyw oczywiście nie ma systemu automatycznego ustawiania ostrości. To w pełni manualne szkło z bagnetem leica m. Z przeznaczeniem do dalmierzowych aparatów leica. Oczywiście z odpowiednim adapterem można go zamocować do bezlusterkowców sony i innych. O tym też pisałem przy okazji omawiania mojego przejścia z lustrzanek na bezlusterkowce. To zdecydowanie zaleta bezlusterkowego systemu sony. Ostrzenie manualnym obiektywem z focus peakingiem to naprawdę dziecinna zabawa. Widząc rozkładającą się płaszczyznę głębi ostrości widzimy dokładnie gdzie mamy najostrzejsze obszary. Przy ogniskowej 75mm jeszcze bardziej jest to uwidocznione, bo obszary nieostre są rozmyte bardziej niż na przykład w noktonie 40mm f1.4.

Z pewnością dlatego też obiektyw radzi sobie dużo lepiej na techarcie pro niż nokton 40 1.4. Ostrość jest łapana pewnie, celnie i bez zbędnego jeżdżenia po skali. Jeśli szukacie manualnej portretówki do założenia na techarta to mogę zdecydowanie polecić noktona 75 1.5.

Zastosowanie i zdjęcia przykładowe

Dla kogo jest Voigtlander Nokton Vintage Line 75 mm f/1.5 Aspherical VM? Z racji ogniskowej i manualnego ostrzenia myślę, że obiektyw bardzo dobrze sprawdzi się w fotografii portretowej, studyjnej. Po podpięciu go do aparatu z matrycą pokroju Sony A7RX na pewno pokazałby co potrafi odwzorowując szczegóły w wysokiej rozdzielczości. Jeśli szukacie obiektywu, który generuje wspaniały kolor, subtelny i delikatny bokeh a przy tym pozostaje ostry jak brzytwa przy maksymalnym otworze przysłony to koniecznie sprawdźcie tego Noktona. Pozdrawiam i zapraszam na kilka zdjęć, które miałem okazję nim wykonać.


Samyang AF 35 mm f/1.4 FE - moja recenzja

Cześć. Pierwszy reportaż wyłącznie ze sprzętem sony już za mną. Towarzyszył mi również Samyang AF 35 mm f/1.4 FE i mogę powiedzieć kilka słów na jego temat. Podkreślam, że nie będzie to test bazujący na wykresach MTF, analizach zniekształceń optyki, dystorsji, komy itp. Kupując sprzęt raczej z dystansem podchodze do takich testów. Wolę opinie ludzi pracujących danym urządzeniem niż wykresy, tabelki i nadmiar liczb. Zapraszam więc do mojej recenzjii Samyang AF 35 mm f/1.4 FE.

Budowa Samyang AF 35 mm f/1.4 FE

Tak jak wspominałem w poprzednim wpisie o samyangu obiektyw zdecydowanie sprawia wrażenie produktu premium. Warto wspomnieć, że jest to w tym momencie największy i najcięższy mój obiektyw. Nigdy nie miałem szkieł typu 70-200 i zawsze celowałem raczej w lekkie konstrukcje dlatego samyang jest dla mnie obiektywem, który sprawia wrażenie najbardziej “profesjonalnego” jeśli bralibyśmy pod uwagę jego gabaryt i wagę. Nie tylko to jednak świadczy o jego dobrym wykonaniu. Bardzo przyzwoity, pewny chwyt podczas pracy, metalowy bagnet i obudowa dają poczucie solidności. Ogromny gumowany pierścień ustawiania ostrości nie wystaje i praktycznie jest nieodczuwalny. To dla mnie istotna sprawa bo wydaje się jakby ta karbowana guma nie była podatna na puchnięcie i deformację. Zobaczymy z czasem. Używając samyanga z osłoną przeciwsłoneczną zyskuje on na gabarycie jeszcze bardziej. U mnie jednak osłony są na obiektywach zawsze.

Pro tip: Nigdy nie używałem w żadnym systemie dekielków przednich w obiektywach. Nawet osłonę ogromnej przedniej soczewki Tokiny 16-28 zgubiłem gdzies w Bieszczadach i użytkowałem obiektyw bez niej. Sprzedałem Tokinę z soczewką w idealnym stanie dzięki temu, że zawsze obiektywy przechowuję przednią soczewką do dołu w torbie z założonym tylnym deklem. Jeśli obiektyw takową posiada to zawsze mam założoną osłonę przeciwsłoneczną. Zero paprochów w środku i porysowanych soczewek. Gdy zdaża mi się pracować z drugim fotografem lub asystentem z aparatem i widzę jak obiektywy leżą przednią nieosłoniętą soczewką skierowaną do góry, bez dekla, torba jest otwarta a dookoła unosi się pyłek kwiatowy, kurz i latają owady…mam od razu palpitację serca :)

“Samyang ma mocowanie filtrów 62mm. Na jego optykę składa się 11 soczewek ułożonych w 9 grupach – wśród nich są dwa elementy asferyczne i dwa o wysokim współczynniku załamania (HR). Wewnątrz znajdziemy jeszcze przysłonę o dziewięciu listkach, którą możemy domknąć maksymalnie do wartości f/16”. Nie sprawdzałem czy tak jest. Przy takich fachowych sprawach opieram się na optyczne.pl :)

Poniżej możecie zobaczyć porównanie samyanga do kilku innych popularnych 35tek dostępnych z mocowaniem sony pod względem wyglądu i wielkości. Od lewej:

Sigma A 35 mm f/1.4 DG HSM Sony-E
Samyang 35mm f/1.4 AF Sony E
Sony FE 35 mm f/1.4 Distagon T*ZA
Sony FE 35 mm f/2.8 ZA Carl Zeiss Sonnar T*
Sony E 35 mm f/1.8 OSS

obiektywy 35mm do sony
Źródło: camerasize.com

Autofocus

Tego obawiałem się najbardziej decydując się na samyanga zamiast zeissa czy sigmy art. Z artem 35mm pracowałem na nikonie i to był prawdziwy turbo zapierdzielacz pod wzgledem ostrzenia. Zeiss wiadomo, że byłby świetny ale cena zabijała troche mój i tak juz mocno sponiewierany budżet. Po testach obiektywu w fotoplus.pl stwierdziłem, że jednak nie ma się czego bać. Co prawda testy w warunkach typowo studyjnych (czytaj: testcharty i różne przedmioty idealnie oświetlone w celu testowania obiektywu) nie dają obrazu tego co będzie na reportażu, ale nie odczułem dużej różnicy używając samyanga w dniu ślubu.

AF działa sprawnie. Jest celny, funkcja śledzenia oka działa bardzo dobrze. Zeiss 55 1.8 i sony 85 1.8 wydaja sie pracować jeszcze pewniej jeśli chodzi o śledzenie i łapanie pojedynczego punktu, ale myslę, że w obiektywach z dłuższą ogniskową działanie af będzie miało inny charakter. Złapanie ostrości tam gdzie się chce jest bardziej, hmm…oczywiste. Łatwiej tez ocenic czy ostrość jest tam gdzie chcemy widząc głębię ostrości. Bezgłośne ostrzenie sprawia, że w połączeniu z Sony a9 jesteśmy jak ślubny ninja w kościele. Doszedłem do wniosku, że musze zacząć informować moje pary, że mój sprzęt w kościele nie będzie wydawał żadnych dźwięków aby uniknąć ich dziwnych spojrzeń.

Żeby nie było tak różowo jest jeden mankament autofocusa. Ale nie jestem pewien, czy to akurat problem Samyanga. Jak podkreślił Michał Warda w swoim poście “Dlaczego sprzedałem SONY A7III & A7RIII” praca bezlusterkowcami Sony i przymkniętymi obiektywami, tymbardziej w trudnych warunkach oświetleniowych bywa trudna. Af w słabym świetle i przesłonie f5.6 nie działa już tak sprawnie jak 1.4 w normalnych warunkach. Dla mnie nie stanowi to dużego problemu. Jak można zobaczyć w moim portfolio lubię płytką głębie ostrości, lubię kadry z rozmytym szkłem i kadry w których ostre jest 5 planów są u mnie raczej rzadkością. Dlatego samyang przymknięty do f8 zachowuje się bardzo podobnie jak zesii 55 1.8 na takiej wartości przesłony. Zdarza się mu popompować i af nie chce łapać. Dla mnie niewielki problem, ale zauważyłem, więc wypadało o tym napisać.

Podsumowanie

Samyang AF 35 mm f/1.4 FE to według mnie obiektyw z najlepszym stosunkiem jakości do ceny jeśli szukamy 35tki do sony. Świetnie wykonany, ergonomicznie całkiem ok, Af działa bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę, że kupić można go już za niecałe 2500zł to jest to bardzo dobra opcja jasnej stałki na bagnet FE. Jeśli szukacie wnikliwych testów to oczywiście sprawdźcie optyczne.pl. Zobaczycie jak wygląda Samyang w formie wykresów i liczb.

Zdjęcia przykładowe

Obiecuję wrzucić więcej zdjęć wykonanych Samyangiem. Najprawdopodobniej bede uzupełniał jak już sezon ślubny się rozkręci albo wrzuce coś “nieslubnego” . Tymczasem te zdjęcia ślubne, które widzicie w wpsie pochodzą z jednego reportażu, pierwszego na którym miałem okazję wykorzystać sony i samyanga i wszystkie zostały zrobione tym obiektywem.

newsletter dawid mazur
* pole wymagane

sony nokton planar

Sony, Nokton, Planar - wrażenia po roku użytkowania.

Cześć.

Dzisiejszy wpis będzie o mojej małej zdradzie nikona na rzecz bezlusterkowca od Sony. Nic odkrywczego bo gdy wszyscy wokół wychwalają pod niebiosa wersję trzecią Sony A7 ja pstrykam sobie jej najstarszm bratem (lub siostrą) czyli pierwszą A7ką. Pstrykam sobie i kręcę pierścieniami ostrości ponieważ ten maluch służy mi jedynie do podpinania manualnych wynalazków jak wspomniane w tytule obiektywy od voigtländera i Carla Zeissa. Czyli znowu nic nowego bo wiele osób tak ostatnio robi. Jednak chciałem się podzielić moimi spostrzeżeniami na temat aparatu, obiektywów, co warto kupić, co mi nie szczególnie odpowiada.

Sony A7

A7 to bezlusterkowa pełna klatka od Sony zaprezentowana w 2013 roku. Kupić go możemy w naprawdę okazyjnych cenach, wersji używanych jest sporo więc jeśli jeszcze nie zdecydowałeś się w jaki sposób wejść w magiczny świat full frame to myślę, że jest to dobra opcja. Chociażby dlatego, że do aparatu możesz podpiąć znakomite obiektywy Sony z AF jak i całą game manualnych wynalazków. Potrafią one zaskoczyć charakterem, plastyką, obrazowaniem często wspaniałym bokeh, pięknym retro wyglądem i dadzą mnóstwo radości z fotografowania troche innego.

Wykonanie sony A7

Aparat sam w sobie jest leciutki, mały (trochę za mały dla kogoś z dłońmi koszykarza) jednak bardzo solidnie i elegancko wykonany. Swobodnie można go zabrać ze sobą na reportaż jako główne body jak i dodatkowe wsparcie ze szkłem będącym alternatywą dla naszych super szybkich, super celnych i super nudnych obiektywów z AF.

Mojemu pierwszemu spotkaniu z A7 towarzyszył kitowy obiektyw 28-70 ze światłem 3,5-5,6. Kompletnie nie warto tu o nim wspominać :) Szkło jako kit sprawuje się świetnie jednak jest to po prostu ciemny zoom standardowy. Kupiłem go bo był w zestawie od sony. Założyłem bo wyglądał lepiej niż zaślepka bagnetu i zabrałem się za szukanie czegoś całkowicie innego. Manualnego noktona od voigtländera. Korpus Sony a7 miał tylko służyć za dodatek do tego obiektywu. To 40 milimetrowy maluch ze światłem 1.4 miał być tym WOW. A7 miał focus peaking, którego brakowało mi w nikonach d750 (uwielbiam je wciąż), był pełnoklatkowy dlatego wybór był prosty.

Voigtländer Nokton 40 mm f/1.4

Swój egzemplarz znalazłem po dosyć długich poszukiwaniach na Brytyjskim Ebay’u. Pisałem o tym już przy okazji wpisu o Boring workshop na początku roku. Po niewielkich perypetiach obiektyw dotarł do mnie wreszcie. Wspaniały. Kupiony w dosyć okazyjnej cenie, stan po prostu jakby własnie jakiś niemiecki magik optyki skończył go składać. Po prostu piękny. Nie tylko dlatego, że mój. Osobiście uważam, że to jeden z najlepiej wyglądających obiektywów jakie widziałem. Metal i szkło. Spasowanie idealne, piekne lśniące i współgrające ze sobą elementy. Smaczki w postaci pierścienia ostrości z charakterystyczną wypustką na palec. Nokton naprawdę ładnym obiektywem jest.

Zdjęcia: kenrockwell.com

Jeśli zaczynalibyście przygodę z fotografią od Sony A7 z założonym wspomnianym wcześniej kitowym 28-70 i ktoś nagle założyłby Wam na bagnet tego noktona poczulibyście się jak Alicja w Krainie czarów. Głównie z racji tego, że to co ten obiektyw robi z tłem możemy obserwować już w wizjerze. Bezlusterkowiec daje nam to poczucie plastyki obrazu już na etapie fotografowania. Widzimy bokeh, widzimy rozkładającą się płaszczyznę ostrości i po prostu “czujemy” ten obraz. Takie fotografowanie daje niesamowita frajdę. Oczywiście na początku nie rzucałbym się z manualnym obiektywem w reportażowy wir. Na początku zachowałem noktona głównie na sesje plenerowe, żeby potestować robienie ciekawych portretów. Sony z manualami świetnie tez spisują sie przy fotografowaniu krajobrazów bo bez problemu ustawia się ostrość na nieskończoność.

Muszę przyznać, że bezlusterkowiec i manualne obiektywy trochę zmieniły moje fotografowanie. Musiało się ono zmienić bo wymagało innego działania. Dawało możliwości ale wymuszało pewne odruchy. Ostrzenie ręczne ma dwa minusy: szybkość i celność. Oczywiście ktoś doświadczony stwierdzi, że szybciej i pewniej ostrzy manualem niż automat. Zgadzam się. Ja jednak jako świeżak w temacie czułem swoje ograniczenia. Jak ze wszystkim jednak jest to kwestia wprawy i po jakimś czasie sony i nokton uczestniczyli również czynnie w reportażu. Nokton z adapterem helikoidalnym (jakupiłem adapter firmy Haoge zamiast orginalnego voigtländera) świetnie nadaje się do fotografowania detali. Już przy większej odległości bokeh potrafi lekko zszokować ale dopiero pazur jaki możemy zobaczyć podchodząc jeszcze bliżej jest naprawdę ostry. Mając błyszczące elementy poza płaszczyzną ostrości możemy osiągnąć zdumiewające obrazy.

Nokton nie opuszczał A7 od momentu jak go założyłem. Był założony na plener, na reportaż a nawet na rodzinny wyjazd gdzie świetnie się sprawdził w roli standardowego obiektywu. Dawał (do dzisiaj daje) świetny obrazek i dopiero pojawienie się innego manuala, z całkowicie innej bajki sprawiło, że zdecydowałem się na zdjęcie z bagnetu tego malucha. Ni z tego ni z owego pojawił się obiektyw w którym już kiedyś się zakochałem. Wtedy jednak wygrał rozsądek. Z braku focus peakingu w D750 musiałem zrezygnować z Planara. Ostrzenie z nikonowskim potwierdzeniem ostrości wyglądało jakbym nagle zaczął działać w slow motion. Po prostu się nie dało i musiałem pogodzić się z tą stratą (również pieniężną po sprzedaży). Nie o nikonie jednak mowa. Nokton musiał na jakiś czas wrócić do torby bo jego miejsce zajął również niemiecki ale jednak inny obiektyw. Przyszła pora na Planara 50 1.4 od Carla Zeissa.

 

Carl Zeiss Planar 1,4/50 (C/Y)

Nie będę poruszał tematu wersji. Jest ich sporo, nie zgłębiałem tematu i wiem jedynie że są dużo droższe i nowsze, potem coś tam pomiędzy i mój :) Szkło na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym. Powiedziałbym że jeśli mielibyśmy porównać te dwa manuale do samochodów to Nokton byłby Mercedesem 300 SL Gullwing z 1954 roku. Piękny, czarny, z chromowanymi elementami, unoszonymi do góry drzwiami. Z ponad 200konnym sercem które po odpaleniu co jakiś czas ostrzega ostrzejszym strzałem z wydechu, że nie jest tylko ładny ale też zadziorny.

Planar natomiast to totalnie seryjny Opel kadet. Ale tylko z wyglądu. Pod maską miałby schowanego jakiegoś wyścigowego potwora który jedynie swoim cichym mruczeniem zdradziłby swoją szlachetność. Zapędziłem się. Ale tak to wygląda. Planar jest totalnie nijaki z wyglądu, ale totalnie magiczny w środku.

Wykonanie Carl Zeiss Planar 50 1.4

Wykonanie na poziomie dorównującym noktowi. W końcu to Carl Zeiss. Również metal i szkło. Cudnie chodzący pierścień ostrości. Idealnie wyważony, taka wzorowa pięćdziesiątka. Jedynie podpięcie przez standardowy adapter Contax Yashica sprawi, że traci na ergonomii. Można jednak się przyzwyczaić.

Obiektyw optycznie działa cuda podobne jak nokton. Podobne bo jednak to dwa kompletnie różne kawałki optyki. Obrazek jest delikatniejszy, rozmycie bardziej subtelne, kulturalne. Nokton to wariat w tle. Planar pokazuje bokeh wykonany według niemieckiej precyzji a jednak z duszą. Ostrość w obydwu obiektywach na f1.4 (oczywiście jak dobrze się ją ustawi) jest na świetnym poziomie. Jednak ustawianie ostrości lepiej idzie mi z planarem. Wydaje mi się też, że obiektyw bardziej wybacza błędy w ostrzeniu i nieostrości blisko płaszczyzny ostrości wygladają lepiej.

Volna 9 50mm f2.8 Macro 1:2 z sony A7

Nie wspomniałem o jednym obiektywie który zastąpił moją Tokinę AF 100 mm f2.8 AT-X Pro D używaną do macro. Używałem tego obiektywu już tak rzadko, że zdecydowałem się na jego sprzedaż. Jednak macro to coś co robię czasem dla przyjemności a czasem przydaje się na reportażu. Głównie na przygotowaniach (detale itp.). Na jednej z sesji plenerowych wpadła mi w ręce manualna Volna 9 50mm f2.8 Macro 1:2. Ustawianie ostrości manualnie przy fotografii macro jest bajecznie proste i dużo przyjemniejsze niż poleganie na AF. Za 400zł nabyłem radziecką optykę która z sony sprawdza się wysmienicie. Na poniższych zdjęciach będziecie mieć okazję zobaczyć kilka kadrów z Volny. Jeśli bokeh nie wygląda jak nie z tego świata to znaczy że to Volna.

Wnioski na temat pracy z Sony A7

Czy kupno bezlusterkowca i wprowadzenie manualnych obiektywów coś zmieniło w mojej fotografii? Na pewno tak. Pojawiło się więcej zdjęć w których bawiłem się płaszczyzną ostrości. Dużo portretów w których to tak na prawdę bokeh był głównym elementem. Dużo wycinków kadru gdzie ostrość muskała jedynie kontury. Na pewno mocno zmienił się plener. Więcej zabawy kadrami, światłocieniem, który lepiej się obserwuje niż przez wizjer lustrzanki. Przy pracy bezlusterkowcem mam uczucie, że uczestniczę w procesie tworzenia fotografii bardziej niż dotychczas.

Post miał być początkowo bardziej zdjęciowy. Okazał się jednak mocno opisowy. Teraz mam jednak dla Was przygotowany przegląd fotografii wykonanych w tym roku przy pomocy Sony A7 i noktonem lub planarem. Zapraszam do obejrzenia, komentowania i udostępniania. Może ten wpis przyda się komuś kto zastanawia się nie tyle nad zmianą systemu co szuka powiewu świeżości w swojej fotografii. Dziękuję i zapraszam na zdjęcia.

Więcej zdjęć równiez na moim profilu na facebooku i instagramie: